DOŚĆ ZAMARZANIA – CHCEMY CENTRALNEGO OGRZEWANIA

Avarat Dorota Lamcha 221x300 - DOŚĆ ZAMARZANIA – CHCEMY CENTRALNEGO OGRZEWANIA

Nasza dzielnica zrobiła się ostatnio sławna na całą Polskę. Stało się tak dzięki programowi ,,To jest temat” w TVP Info, dokąd trafiła za sprawą energicznych mieszkańców starych kamienic, którzy widząc, że program rewitalizacji ominie ich domy, wzięli sprawy w swoje ręce. Wsparło ich Warszawskie Stowarzyszenie Lokatorów. Nie jest to dobra sława. Mamy XXI wiek, a tu chodzi o brak centralnego ogrzewania i ogólnie fatalny stan niedogrzanych i zaniedbanych kamienic.

– Zobaczyliśmy, że po przeciwnej stronie ulicy szykuje się remont, więc się zbuntowaliśmy. Że roszczenia do naszego budynku są bezpodstawne, wiedzieliśmy, słyszeliśmy, że reaktywowała się spółka „Pocisk”, ale czuliśmy też, że coś jest nie tak – mówi pani Alicja, mieszkanka z Mińskiej 33. Przedwojenna, solidna, choć skromna kamienica zbudowana przez zakłady „Pocisk” liczy 31 mieszkań usytuowanych w czterech klatkach. Obecnie 1/3 kamienicy to pustostany.

– Marnuje się tyle powierzchni, w tym dwa osiemdziesięciometrowe mieszkania stoją puste – denerwuje się pani Alicja. – Przez te pustostany jeszcze trudniej ogrzać nam nasze mieszkania i bez tego trudne do ogrzania, bo wysokie. Mam piece kaflowe, w nich grzałki. Grzeją w nocy i dwie godziny w ciągu dnia. Mieszkanie prawie 60 m2. Temperatura? Szesnaście stopni, dobrze się w niej tylko śpi. Żeby normalnie żyć, trzeba dogrzewać. Ja dogrzewam się piecem naftowym, a nafta nie jest za darmo. Płacę 150 zł za 20 l, co starcza na dwa tygodnie. Rachunki za prąd? Bardzo wysokie i do tego nafta. Udaje się dogrzać najwyżej do osiemnastu stopni. Więc człowiek przy mrozach i tak marznie, dogrzać się musi np. gorącą kąpielą. A to też kosztuje. Normalne jest, że zimą korzysta się tylko z jednego pokoju, nie grzeje się w kuchni. A jak są małe dzieci? Wtedy trzeba grzać i płacić, maluchy muszą mieć ciepło.

Pani Alicja mieszka przy Mińskiej od 1994 roku. Kiedy odbierała przydział, nikt jej nie poinformował o roszczeniach.

– Jak tutaj przyszłam, od razu spodobała mi się atmosfera – przyjazna, sąsiedzka. Ludzie zwykli wspierać się w każdej biedzie. Już wtedy – 23 lata temu – widać było, jak zapuszczona jest klatka, brama. Na początek postanowiłam uporać się z bramą. Od administracji ciężko było cokolwiek wydębić. Ani brama, ani klatki nie były nigdy malowane. Skrzyknęliśmy się więc z sąsiadami, żeby oskrobać z brudu i odmalować bramę. Nawet zdjęcia mam, jak to robiliśmy. Oskrobaliśmy, lecz już nie odmalowaliśmy, bo część ściany okazała się zalana – przeciekała rura, chyba kanalizacyjna. Chcieliśmy, żeby administracja wymieniła tę rurę, ale nim do tego doszło, minęły długie lata. Za to klatkę sobie odmalowaliśmy. Własną farbą. Nie wygląda to zbyt fachowo i porządnie, ale zrobiło się czysto.

Pani Alicja opowiada też, jak koło roku 2000 wykryto nieszczelności w instalacji gazowej. Czy naprawiono instalację? Skądże znowu – po prostu ją odcięto. Na kilka miesięcy. Jak wtedy gotowali i się grzali? – To była udręka. Mogliśmy korzystać tylko z prądu. A instalacja stara, słaba, co i rusz wysiadały korki. Więc miewaliśmy też i ciemno. Sąsiadka raz zostawiła zapaloną świeczkę na schodach, żeby dało się wejść na piętro. Na drewnianych schodach! W ogóle nie chcę tego wspominać. To trwało kilka miesięcy, chyba z osiem. Pisaliśmy wszędzie, gdzie się dało. Byliśmy uparci, dotarliśmy do samego prezydenta, w końcu zrobili, co trzeba i przyłączyli gaz. Wszystko, co tu kiedykolwiek zrobiono, jest dosłownie wydrapane pazurami – ocenia krótko pracę administracji budynku pani Alicja. Odmowie robienia czegokolwiek w kamienicy zawsze towarzyszyły dwa argumenty, że są roszczenia i że lokatorzy za mało płacą. Stawka czynszu to ok. sześciu złotych za metr. Do tego woda, śmieci, prąd plus prąd, gaz, węgiel, zależy kto czym się ogrzewa.

Czy ZGN robi cokolwiek w ramach tej kwoty, może choć dach wymienili? – Dach łatają – przyznają mieszkańcy. – Ale miski na strychu stoją. Cieknie już mniej, ale zawsze gdzieś cieknie. Dach też nie był nigdy wymieniany. Grzyb i wilgoć? O tak, jest w wielu mieszkaniach. Zamalowujemy, ale wciąż wyłazi na nowo.

Zapytani, dlaczego wybrali walkę, użeranie się, dlaczego nie próbowali uciekać, zamieszkać gdzie indziej, skoro stara kamienica na Mińskiej, choć to mieszkania komunalne, to w gruncie rzeczy dość drogi sposób na życie, odpowiadają z przekonaniem: – Bo my swoją kamienicę lubimy! To dom z duszą, z przeszłością. Nasz dom! Pani Henia sprowadziła się tu 50 lat temu z rodzicami. Kamienica ma nawet własnego ducha! Niektórzy widują na klatce pana w meloniku, który histerycznie się śmieje. To podobno przedwojenny urzędnik, który tutaj mieszkał i zabił żonę. Jedni mówią, że z zazdrości, inni, że dla jej pieniędzy, bo miał hazardowe długi.

– Mnie się jeszcze nie ukazał – wyznaje pani Alicja. – Ja mam inne wizje. Tak sobie tu z sąsiadami chodzimy i marzymy – żeby było czysto, żeby na podwórzu stanęły wazony z kwiatami. Spieramy się o trzepak, dla mnie jest niepotrzebny, ale Henia wolałaby zostawić. Zgodziła się jednak, że mógłby obrosnąć jakimś pnączem, powojem…

Wizje pani Alicji mają szansę się urzeczywistnić. Mińska 33 i sąsiednia Mińska 35 wejdą do programu rewitalizacji, bo okazało się, że reaktywowana spółka „Pocisk” już pięć lat temu została skreślona z KRS i przestała istnieć. Sprawdzono to jednak dopiero pod wpływem nacisku społecznego.

Większość mieszkańców przedwojennych kamienic komunalnych cierpi podobne niewygody, nawet jeszcze gorsze, i takiego szczęścia już mogą nie mieć: Chodakowska 33 – tu nie dość, że jest zimno, wilgoć i grzyb, to ZGN zamknął jedyną wspólną toaletę. Nie ze złośliwości, ale ze względu na stan techniczny, do którego sam doprowadził. Trudno sobie wyobrazić, w jaki sposób radzą sobie z tym mieszkańcy. Mińska 15 – w kompletnie zdewastowanym budynku z 1891 roku, z lokalami socjalnymi, pozostawiono na II piętrze samotną, niepełnosprawną kobietę. Tam wspólna toaleta jeszcze jest, ale regularnie zamarza. Ta lista jest długa. Za długa.

Ostatnio mieszkańcy otrzymali istotne wsparcie ze strony Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów, które pod hasłem skończenia z wyzyskiem energetycznym żąda podłączenia wszystkich kamienic do sieci miejskiej, realnych dopłat do rachunków za prąd lokatorów mieszkań socjalnych oraz oddłużenia lokatorów, których w długi wepchnęły horrendalne rachunki za ogrzewanie.

8 stycznia br. lokatorzy komunalnych starych kamienic pikietowali pod Urzędem Dzielnicy Praga-Południe. Wiele było wśród nich kobiet i dzieci. 19 stycznia odbyła się na Pradze-Południe nadzwyczajna sesja Rady Dzielnicy zwołana na wniosek radnych klubu PiS. Sesja miała charakter wyłącznie informacyjny. Odbyła się jednak przy obecności wielu mieszkańców wspieranych przez WSL. Na sali wrzało, sprawozdania przygotowane przez zarząd przerywane były okrzykami rozgniewanych lokatorów żądających natychmiastowego rozwiązania problemu. Antoni Wiesztort i Maria Burza z WSL wznosili okrzyki piętnujące wyzysk energetyczny i czynszowy.  Stowarzyszenie uważa bowiem, że: dzielnica ma w zasięgu ręki pełny wachlarz metod do walki z wyzyskiem energetycznym. Już dziś władze Pragi muszą wstrzymać windykowanie długów od lokatorów przydzielonych do najdroższych lokali, gdzie grzanie prądem przekracza wielokrotność czynszu. Ponadto, roszczenia nie mogą blokować doposażania budynków w centralne. Doposażanie w c.o. jest po prostu koniecznym remontem, który administracje MUSZĄ wykonać, skoro lokują ubogich pracowników i emerytów w zimnych, drogich norach.

Tymczasem na Pradze-Południe wg informacji z Biura Polityki Lokalowej m.st. Warszawy na dzień 31.12.2016 r. budynków niepodłączonych do sieci ciepłowniczej jest 577, z czego 359 to własność w 100% m. st. Warszawy, a 218 wspólnotowych. Problem dotyczy łącznie 4160 lokali całkowicie miejskich. Nie ma danych na temat prywatnych budynków i lokali niepodłączonych do sieci, pamiętać jednak należy, że to w naszej dzielnicy było najwięcej nieruchomości zwróconych spadkobiercom byłych właścicieli. Sieciowego ciepła nie ma wiele budynków przy głównej ulicy Grochowskiej. W odległości jednego przystanku od Urzędu Dzielnicy nawet nowe inwestycje otrzymują c.o. na piec albo prąd, np. Grochowska 304, nowe budynki przy Kałuszyńskiej.

Ze sprawozdania wiceburmistrza Pragi-Południe Piotra Żbikowskiego, które zostało przedstawione na sesji nadzwyczajnej, wynika, że 153 budynki to obiekty niewielkie, do 6 mieszkań, których nie opłaca się remontować. Mieszka w nich łącznie ok. 900 osób. Budynki te w nieokreślonej przyszłości miasto będzie wyłączać z eksploatacji. Burmistrz mówił też, że „jedynie” 217 budynków miejskich jest całkowicie pozbawionych c. o. Obecny plan rewitalizacji przewiduje w najbliższych latach połączenie do sieci ok 50 kamienic, ok. 50 kolejnych lokalizacji jest uzgodnionych z Veolią.  Tempo podłączania będzie w głównej mierze zależało od Veolii, od udostępniania przez spółkę sieci.

Dla porównania: na Śródmieściu tych budynków jest 100, na Żoliborzu 20, a na Ochocie pod koniec tego roku nie będzie już ani jednego.

Wydaje się, że na Pradze-Południe minął już czas na wyjaśnienia. Wieloletnia bezczynność w tym względzie doprowadziła do nawarstwienia się problemów – to nie jest tylko marznięcie zimą, to są ogólnie niegodne, zagrażające zdrowiu warunki życia, które na dodatek najsłabszych i najmniej zasobnych doprowadzają na skraj całkowitego ubóstwa, a nawet bezdomności.

Do tego płacimy wszyscy fatalną jakością wdychanego powietrza. Obietnica prezydenta M. Olszewskiego, że środki na centralne ogrzewanie są lub muszą się znaleźć, ponieważ ten rodzaj prac wpisuje się w priorytet miasta – niskoemisyjną gospodarkę mieszkaniową to już w tej chwili za mało.

Kolejna sesja Rady Dzielnicy dotyczyć ma konkretnych uchwał zmierzających do poprawy sytuacji. Pojawiła się też inicjatywa uchwałodawcza samorządu Kamionka, najstarszego osiedla dzielnicy, gdzie problem jest dotkliwy. Samorząd proponuje Radzie Dzielnicy przyjęcie uchwały o opracowaniu i wdrożeniu kompleksowego programu doposażenia wszystkich budynków w dzielnicy Praga Południe w c.o. i ochrony lokatorów mieszkań komunalnych i socjalnych przed skutkami braku c.o. Samorząd proponuje dla programu szybki, trzyletni okres realizacji.

Miejmy nadzieję, że centralne ogrzewanie dla kilkuset domów w dzielnicy to kwestia, której rozwiązanie nie przekroczy możliwości partii rządzącej w naszym mieście

Dorota Lamcha

Artykuł ukazał się w lutowym numerze gazety Południk Praski.

fot. z protestu komitetu obrony praw lokatorów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *